Maj jest miesiącem zdrowia psychicznego.
Przez trzydzieści jeden dni mówi się głośniej o emocjach, stresie, wypaleniu. A potem przychodzi czerwiec. I właśnie tu zaczyna się problem. Zdrowie psychiczne nie zna kalendarza. Lęk nie robi sobie wakacji latem. Depresja nie odpuszcza jesienią, bo "nie pora". Wypalenie zawodowe nie czeka grzecznie na Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego, żeby dać o sobie znać. Psychika pracuje nieustannie — i nieustannie potrzebuje uwagi.
Dbanie o psychikę to nie luksus ani moda. To higiena. Tak samo codzienna jak mycie zębów. Tylko że zaniedbane zęby boli szybko i wyraźnie. Zaniedbana psychika potrafi milczeć latami — aż pewnego dnia przestaje. Jest jednak coś, o czym mówimy zbyt rzadko, nawet w maju.
Zdrowie psychiczne rodziców to zdrowie psychiczne dzieci. Dzieci nie uczą się świata z podręczników. Uczą się go z twarzy mamy, z tonu głosu taty, z atmosfery przy kolacji. Uczą się, czy emocje są czymś bezpiecznym, czy trzeba je ukrywać. Czy można poprosić o pomoc, czy należy "być dzielnym". Czy dom jest miejscem spokoju, czy niepewności.
Rodzic w chronicznym stresie, nieleczony, ignorujący własne granice — nawet kochający całym sercem — nieświadomie przekazuje dziecku wzorzec: tak wygląda dorosłość. Tak się funkcjonuje. I dziecko to zapamiętuje. Na całe życie.
Dlatego zadbanie o siebie — terapia, rozmowa, odpoczynek, postawienie granic — to nie egoizm rodzica. To jeden z najpiękniejszych prezentów, jakie możesz dać swojemu dziecku. Pokazujesz mu, że o siebie warto dbać. Że można prosić o pomoc. Że słabość nie jest wstydem, a leczenie jej — siłą.
Maj niech będzie przypomnieniem. Ale troska o psychikę — własną i swoich dzieci — niech trwa przez cały rok.
Bo zdrowie psychiczne nie jest wszystkim. Ale bez niego wszystko inne traci smak.
